"... Most był już na wpół zniszczony i płonąc zapadał się do rzeki.
Pobiegłem więc sto metrów dalej do żelaznego mostu kolejowego. Drewniane pokłady
paliły się, ale czepiając się rękami przeskakiwałem po rozpalonej
kratownicy. Z drugiej strony nadbiegły zniekształcone istoty, podobne do wypłoszonej
gromady zwierząt, próbując przedostać się przez rzekę. Wyli jednym wielkim
głosem. Na środku mostu leżało cztery czy pięć zdeformowanych do
niepoznania ciał, które jeszcze się ruszały. Skóra zwisała z nich pasmami
jak ciemne wodorosty. Zamiast nosów - dziury! Wargi, uszy, ręce baniasto
spuchnięte. Och, jeden spadł. Jeszcze jeden! A teraz jeden po drugim zsuwali
się z mostu, bezsilni z wyczerpania. Tonęli w rzece, nie próbując się nawet
ratować. Ale wciąż pięćdziesięciu czy sześćdziesięciu kurczowo trzymało
się rozżarzonych szyn. W śmiertelnym strachu, wzajemnie depcząc po sobie, z
oczami wysadzonymi z orbit, ciągnęli się na wzajem w dół i wciąż
krzyczeli ..."
Hiroszima 6. sierpnia 1945r.
Robert Junga "Promienie z popiołów"
Wszelkie uwagi i słowa krytyki prosimy umieszczać w
książce gości poniżej.